Kwas gamma – linolenowy

Kochany kwas gamma-linolenowy, GLA. Wiąże się z nim ciekawa historia. Swego czasu jeden z lekarzy ogłosił, że kwas ten jest jednym z najważniejszych odkryć współczesnej medycyny, jego niedobory są prawdziwą epidemią, a sporo schorzeń cywilizacyjnych, przede wszystkim nowotwory, są wywołane właśnie niedoborami tegoż. Oczywiście został wyśmiany (GLA nie można opatentować, więc nie można na nim za bardzo zarabiać), nie podjęto co prawda żadnych badań żeby sprawdzić, czy działa, ale ogłoszono, że na pewno nikogo się tym nie wyleczy. Lekarz ten miał sporo problemów prawnych, jako że sprzedawał ten specyfik jako lek na raka. O wszystkim zapomniano, aż pewnego dnia grupa naukowców postanowiła sprawdzić, co się stanie, jak do hodowli tkankowej raka wątroby doda się kwasu gamma linolenowego. Jakieś było ich zdziwienie, gdy rozwój nowotworu został całkowicie zatrzymany. Nie spowolniony, nie zakłócony. Po prostu stanął. Gdyby w organizmie pacjenta GLA znajdował się od samego początku, być może nowotwór nigdy by się nie rozwinął. Zrobił się mały szum, trochę pokrzyczano, że należy jak najszybciej przeprowadzić szczegółowe badania, potwierdzić w badaniach na pacjentach. Ale jak wspomniałem, na GLA nie można zarobić ani grosza, a pacjent z nowotworem to zysk rzędu dziesiątek tysięcy. O sprawie znowu dość szybko zapomniano.

Badanie na liniach komórkowych są mało znaczące, ale tu mamy zatrzymanie wzrostu nowotworu płuc u zwierząt, które dostały GLA w formie suplementu:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8731577

Potem okazało się, że suplementacja olejem z wiesiołka (którego głównym składnikiem jest właśnie GLA) ma szereg innych zastosowań. W kilka miesięcy sprawiła, że ludzie z reumatoidalnym zapaleniem stawów odstawiali leki, w 2 miesiące całkowicie uzdrowiła chorych na zespół przewlekłego zmęczenia. Błyskawicznie leczył problemy ze spojówkami. Rewelacyjnie radził sobie z migreną. Osobiście słyszałem o bardzo wielu sukcesach, łącznie z odstawieniem leków przez osobę chorą na toczeń układowy. Niestety, praktycznie w ogóle nie przeprowadza się badań nad tą tanią, niemożliwą do opatentowania substancją. Co więcej, to rośnie jak chwast na polach, co widać na zdjęciu:

„Golden Evening Primrose Up the Canyon” by Jeff Sullivan (www.JeffSullivanPhotography.com) is licensed with CC BY-NC-ND 2.0.

Cóż to wszystko ma wspólnego ze stwardnieniem rozsianym? Bardzo wiele. Przede wszystkim, chorzy mają o wiele, wiele niższy poziom GLA, niż przeciętny człowiek, co jest logiczne i oczywiste, jako że wszyscy oni są pod wpływem czynników obniżających ten poziom. Znajdźcie czynnik obniżający poziom GLA, a przekonacie się, że jest on czynnikiem ryzyka stwardnienia rozsianego. Jedzenie dużych ilości mięsa i mleka? Zgadza się. Niskie spożycie nasion roślin oleistych i orzechów? Jest. Karmienie po urodzeniu butelką zamiast piersią? Obecny. Infekcja wirusem Epsteina-Barr? Tak, też się zgadza.

Jest to tak oczywiste, że aż razi po oczach. Ale czy już pisałem, że GLA nie można opatentować? No nie można, wiec w gabinecie lekarskim o tym nie usłyszycie. Niedobory kwasu gamma linolenowego wywołują bardzo silną reakcję zapalną. To, co normalnie byłoby lekkim zaczerwienieniem, u osób z niedoborami zamienia się w wielką plamę, stąd reumatoidalne zapalenie stawów (zamiast strzyknąć w stawie, wykręca go poza granicę zwyrodnienia), tzw „zespół jelita drażliwego” czy wreszcie stwardnienie rozsiane, drobne zmiany w obrębie mózgu doprowadzają do potężnej reakcji odpornościowej. Bez GLA organizm nie „wyciszy” raz rozpoczętej reakcji. Po zjedzeniu czegoś ciężkostrawnego normalny człowiek poczuje delikatny dyskomfort w jelitach, człowiek z bardzo niskim poziomem GLA dostanie owrzodzenia.

Ale ale, przecież to, że niedobór jakiejś substancji wywołuje chorobę, nie oznacza, że jej uzupełnienie ją leczy! W końcu jeśli ktoś został postrzelony, nic nie da założenie mu kamizelki kuloodpornej, szkoda już została poczyniona! Na szczęście sprawdzono hipotezę GLA. Podawano go pacjentom, w ciągu 2 lat nastąpiło cofnięcie się choroby o niemal 2 punkty na skali EDSS. Co prawda sprzedawcy leków mogą machać wam przed oczyma badaniem sponsorowanym przez koncerny farmaceutyczne, w których suplementacja GLA nie przyniosła efektów, ale wczytajcie się dokładnie w treść. W badaniu sponsorowanym przez koncerny (tym, o którym się najczęściej mówi) używano śmiesznie małych dawek suplementu, zbyt niskich, żeby w jakikolwiek sposób wpłynęły na organizm człowieka. W badaniu które faktycznie wykazało skuteczność i dosłownie cofnęło chorobę (mało popularne, nikt prawie o nim nie wspomina) dawki były wielokrotnie większe, jako próbę kontrolną używano też w nim małych dawek i faktycznie nic nie dały. Tu można przeczytać abstrakt http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17922959, a tu do pełnej wersji z tabelkami, które zrozumie nawet osoba nie znająca angielskiego Klik.

Oczywiście pojedyncze badanie nie przesądza o tym, że dana terapia na pewno działa. Takie badania mogą być fałszowane dla rozgłosu. Ale w tym wypadku bardzo wiele elementów układanki pasuje do siebie, a przede wszystkim mamy szereg badań nad innymi schorzeniami typu autoimmunologicznego, gdzie była bardzo duża poprawa.

Od razu mówię, prawdopodobnie trzeba uzbroić się w cierpliwość. Nie można się spodziewać dosłownie żadnych efektów przed upływem kilku miesięcy. W ten sposób działa GLA. Organizm musi go stopniowo, powoli wbudować w błony komórek, wszędzie. To zajmuje dużo, dużo czasu. Potem będzie się on utrzymywał całymi latami, a nawet dziesięcioleciami, ale jego uzupełnienie naprawdę długo trwa. To jest taki „długoterminowy” suplement.

Jest też możliwość, że uzupełnianie działa dzięki utrzymywaniu wysokiego poziomu we krwi, wtedy suplementacja będzie pomagała tylko dopóki się ją stosuje. Brak badań, by odpowiedzieć na pewno, która wersja jest prawdziwa.

Ah, no tak, zapomniałem napisać, jak się go uzupełnia.

Kupujemy olej z wiesiołka albo z ogórecznika, pijemy 20 ml dziennie (2x10ml). W badaniu stosowano olej z ogórecznika, 14 ml dziennie. Olej wiesiołkowy jest smaczniejszy i tańszy, ale zawiera dwa razy mniej substancji aktywnej. Niemal na pewno działanie tych olei jest identyczne, ale jeśli ktoś chce mieć całkowitą pewność, musi stosować ogórecznikowy.

Tak, to już wszystko, cała „terapia” jest aż tak skomplikowana.

Na koniec podkreślę jeszcze raz to, co pisałem w wielu innych miejscach, statystyczna poprawa w grupie 6 osób, które otrzymują lek może oznaczać, że poprawiło się 3 osobom, 2 pozostały bez zmian, a u 1 się pogorszyło. Jeśli coś nie działa, nie robi się tego na siłę dalej, tylko próbuje innych rzeczy.