Dieta


Nie można przecenić znaczenia diety dla zdrowia człowieka. Samą zmianą nawyków żywieniowych można nie tylko zapobiegać chorobom, ale też je leczyć - dotyczy to niemal wszystkich schorzeń cywilizacyjnych, łącznie z omawianym tutaj. Z racji zainteresowań niejednokrotnie już spotykałem się z przypadkami ludzi, których choroba ta zatrzymała się, albo nawet cofnęła jedynie na skutek stosowania diety.

Cofanie się zmian nowotworowych po zmianie diety na właściwą, całkowite odetkanie naczyń krwionośnych w sercu czy ustąpienie cukrzycy to przypadki udokumentowane badaniami medycznymi - porównywano grupę osób która eksperymentalnie otrzymała zalecenia dietetyczne, oraz grupę osób z takim samym schorzeniem, które diety nie stosowały. Efekty były wielokrotnie lepsze od nawet najdroższych, najbardziej zaawansowanych leków. I co? I nic, diety nie można opatentować, nie da się na niej zarobić. W gabinecie lekarskim nie dostaniemy porady, która nas uzdrowi, zamiast tego otrzymamy receptę na pigułki, które zasilą kasę koncernu. I czemu się dziwić, kto niby miałby sponsorować instytut kształcący lekarzy zajmujących się leczniczymi właściwościami odpowiedniej diety? Producenci żywności? Koncerny spożywcze sponsorują instytuty kształcące dietetyków, w efekcie zalecenia dietetyczne są zadziwiająco zbieżne z linią produkcyjną danego koncernu. Najlepszy przykład to dietetyczne zalecenia ilości spożywanego wapnia - wg dietetyków kształconych w normalnych instytutach, jeśli nie zjemy 1000 mg dziennie, to dostaniemy osteoporozy i będą nam się łamać kości. Jest w zasadzie niemożliwe uzyskanie takiej ilości, jeśli nie spożywamy nabiału. Dziwnym trafem, koncerny mleczne i przetwórstwa mlecznego (np Danone) są jednym z głównych sponsorów instytutów. Tymczasem w Japonii ludzie spożywają po 330 mg wapnia dziennie, jedną trzecią zalecanego przez naszych dietetyków. Efekt? Ich kości łamią się 3-4 razy rzadziej od naszych, są o wiele mocniejsze. Ale tego już od normalnego dietetyka nie usłyszymy...

Pozostaje opierać się na dietetykach nienormalnych. Jednym z nich jest dr Dean Ornish, jeden z najwybitniejszych dietetyków w USA, osobisty lekarz prezydenta Clintona. Miał sporo problemów - próbował udowodnić, że zmiana diety może LECZYĆ. Nikt nie był takimi badaniami zainteresowany (bo i czemu miałby być?), więc dr Ornish musiał zasponsorować je z własnej kieszeni. Ciężko mu było uzyskać pozwolenie na tak obrazoburcze próby kliniczne, ale w końcu jego autorytet przeważył. I jedno po drugim zaczęły się pojawiać badania, od których naukowcom opadały szczęki. W ciągu kilku lat w zasadzie całkowicie niweluje się ryzyko zawału u osób, które już ledwo żyły z powodu zapchania tętnic, mogli oni całkowicie zrezygnować z jakichkolwiek lekarstw. Ludzie chorzy na cukrzycę odstawiali leki. Osoby z nowotworem miały cofnięcie się zmian, unikając kosztownych terapii. Punkt wspólny tych wszystkich sukcesów - pacjenci odstawili leki... Dlatego też w żadnym instytucie nie naucza się metod opracowanych przez dra Ornisha.

Co ma dieta do stwardnienia rozsianego? Ma bardzo, bardzo dużo. Po pierwsze, jest ona istotnym czynnikiem ryzyka. Dieta dra Ornisha była w zasadzie całkowicie pozbawiona mięsa i mleka (w jakiejkolwiek postaci), badania zaś wykazały, że jednym z istotniejszych czynników ryzyka zachorowania na stwardnienie rozsiane to ilość spożywanego mięsa i nabiału. To jest ten kłopotliwy moment, w którym ludzie zazwyczaj przestają mnie słuchać - jest im bardzo, bardzo trudno zaakceptować, że choroby nie "zdarzają się". Na choroby trzeba sobie zapracować, mówiąc obrazowo - bardzo często po prostu kopiemy sobie grób własną łyżką. Media i cała kultura obszaru europejskiego są nastawione na model, w którym jesteśmy zdrowi, piękni i młodzi, a choroby, starość i takie rzeczy to coś, co się nie zdarza. A jak się zdarza, to na pewno nie z naszej winy - i na pewno pan w białym fartuchu znajdzie dla nas odpowiednią, kolorową pastylkę, która za nas rozwiąże wszelkie problemy. W naszej kulturze jest jakieś uciekanie od problemów, od odpowiedzialności. No ale ta stronka jest skierowana do ludzi dorosłych, myślących. Mam nadzieję, że mogę wam powiedzieć wprost - wasze zdrowie jest w waszych i tylko w waszych rękach. WY i tylko WY możecie się z choroby wyciągnąć.

Zasady zdrowego odżywiania są proste. Są banalnie proste. Niemniej dla niemal wszystkich ludzi ta prostota jest czymś, czego nie są w stanie zaakceptować. Najzdrowsza dieta to dieta całkowicie pozbawiona mięsa, nabiału i z możliwie małą ilością produktów przetworzonych. To jest oczywiste, jeśli popatrzymy na to, czym jesteśmy - tak naprawdę jesteśmy dość niezgrabnymi małpami. Małpami, które jeszcze sekundę temu na zegarze ewolucji skakały po drzewach i jadły tylko banany. Nasz układ pokarmowy praktycznie nie różni się od układu pokarmowego szympansa czy goryla. I tak naprawdę to ich pożywienie jest dla nas najzdrowszym rozwiązaniem.

Przypuszczam, że trudność zaakceptowania tej oczywistości leży w poczuciu winy. Każdy zakupiony przez nas kawałek mięsa przyczynia się do niewyobrażalnych cierpień zwierzęcia, które musiało zostać zabite. Mamy teraz dwie możliwości - albo przyznać się sami przed sobą do tego, że zabijamy zwierzęta - czy nawet gorzej, płacimy komuś, by je zabił - tylko po to, żeby poczuć przyjemność z jedzenia nieco inaczej smakującej potrawy, albo histerycznie szukać usprawiedliwienia - bo trzeba, bo zachorujemy jak nie zjemy, bo mamy kły, bo jesteśmy tak stworzeni, bo taka kolej rzeczy. bo Bozia nam dała zwierzęta żeby im podrzynać gardła... jako wieloletni wegetarianin słyszałem to tysiące razy. Nie raz i nie dwa razy spotykałem się z histeryczną agresją rodziców, gdy córka oznajmia, że przechodzi na wegetarianizm. Ci sami rodzice nie mieli NIC przeciwko temu, że ich córka robi dietę złożoną wyłącznie z kapusty. Jakoś taka dieta była do zaakceptowania - bo chociaż była bezmięsna, nie było w niej widocznego elementu "mięso jest w diecie niepotrzebne", nie było tego ukrytego ataku na moralność. To smutne, naprawdę smutne - że ludzie nie są w stanie przyznać się sami przed sobą, żę robią to co robią tylko i wyłącznie dla przyjemności, że nie ma żadnego innego uzasadnienia.

Nie, moi drodzy. Jedyny powód jest taki, że chcecie zjeść coś smacznego. I bardzo, bardzo szkodliwego. To jak z papierosem, szkodzi, zabija - ale to robimy, bo chęć poczucia jego smaku jest silniejsza od instynktu zachowawczego. Jedyna różnica jest taka, że nikt nie probuje uzasadniać palenia jakimiś paralogicznymi absurdami - w rodzaju "przecież po to mamy palce, żeby w nich trzymać papierosa!" (przecież po to mamy kły, żeby jeść mięso).

Długo się zastanawiałem, czy pisać dwa powyższe akapity. Z jednej strony mogą wywołać instynktowną reakcję obronną - w końcu każdy chciałby być przekonany, że jest dobrym, moralnym i rozsądnym człowiekiem, a właśnie napisałem coś odwrotnego. Ostatecznie uznałem, że warto. Że jasne postawienie sprawy pozwoli spojrzeć na motywy swojego postępowania i je przemyśleć. W końcu na szali jest życie - wasze życie. Współczesna polska dieta jest w zasadzie jedyną przyczyną, dla której masowo umieramy - na raka, zawały, powikłania cukrzycy czy choroby autoimmunologiczne. Każdy sposób, by zniechęcić ludzi do kultywowania tych "polskich" tradycji, jest dobry. Przekonując kogoś do dobrej, zdrowiej diety - niejednokrotnie ratuję mu życie. Ten człowiek za rok mógłby umrzeć na zawał, zostawiając pogrążoną w smutku rodzinę. Jeśli poświęce swój czas, aby go przekonać - pożyje nie rok, ale kilkadziesiąt lat, dając szczęście najbliższym. Jak dla mnie, ta gra jest warta świeczki. Będę was więc usilnie przekonywał do zmiany diety, przekonywał niekiedy zbyt natrętnie - ale z mojego punktu widzenia, ratuję wasze życie.

Dość moralizatorstwa, jak powinna wyglądać idealna dieta? Jak już wyżej pisalem, powinna być zbliżona do diety małp człekokształtnych. Odżywiają się one głównie liśćmi, pędami, kwiatami, owocami, owadami. Mięso jeśli nawet się pojawia, to z reguły na skutek kanibalizmu. Główne źródła witaminy B12 to owady oraz brudna woda - ze względów estetycznych i epidemiologicznych lepiej zastąpić to tabletką. Żywność powinna być możliwie mało przetworzona - czyli np kalafiora lepiej zjeść na surowo. Warzywa lepiej dusić we własnym sosie, niż rozgotowywać w zupie. To naprawdę bardzo, bardzo proste - jemy to, co można zjeść bez przetwarzania.

Oczywiście, taka dieta jest zbyt kłopotliwa i kosztowna, więc należy ją dostosować tak do zasobności portfela, jak i do naszego gustu kulinarnego. Według dra Ornisha, dieta powinna zawierać możliwie mało tłuszczu, niezbyt dużo białka, za to spore ilości węglowodanów. Zaleca on odrzucenie wszelkich produktów, które zawierają tłuszcz nasycony w znaczących ilościach - jajka, nabiał, mięso. Zezwala na spożywanie bardzo drobnych ilości chudego mięsa czy nabiału. W zasadzie jego dieta nie jest jakimś zbiorem wytycznych, raczej pewnym dążenem do ideału. Nie mówi on "nie wolno Ci zjeść już ani jednego hamburgera", raczej "jeśli zjesz w tym tygodniu 3 hamburgery zamiast 4, będziesz zdrowszy".

Bez względu na to, jakie główne dania wchodzą w skład naszej diety - muszą się znaleźć w niej duże ilości surowych owoców oraz warzyw. Jedynie w nich są substancje, których roli jeszcze do końca nie znamy, a które działają niczym witaminy - wszelkiego rodzaju bioflawonoidy, polifenole, enzymy oskydacyjne i cała gama innych, nieznanych jeszcze nauce związków chemicznych. Ewolucja wykształciła w nas pożądanie rzeczy słonych i tłustych - wiecznie zagrożona śmiercią głodową małpa mogła się takim czymś najeść na zapas. Ale obecnie już nie grozi nam głód, wprost przeciwnie - umieramy z obżarstwa. Tutaj nie ma już ewolucyjnie wykształconego mechanizmu obronnego, musimy polegać na rozsądku i silnej woli. Trzeba opychać się roślinkami, jak nasi przodkowie. Już po kilku tygodniach odporność na infekcje skoczy do góry tak mocno, że można będzie przestać się bać infekcji - a jak wiadomo, wszelkiego rodzaju infekcje prowokują rzuty.

Bardzo istotne jest, aby wyciszyć system odpornościowy. Wszystko, co go pobudza - pobudza całość. Jeśli mamy infekcję gardła, rozszalałe komórki obronne przy okazji mogą zaatakować mózg. To samo dotyczy alergii - uczulenie sprawia, że zwiększa się we krwi ilość inicjatorów stanu zapalnego, nieszczęście gotowe. Dlatego koniecznie należy pozbyć się z diety wszelkich substancji, które mogą prowokować alergię. Bez względu na to, czy odczuwamy reakcję alergiczną czy nie, mleko niemal zawsze podnosi limfocyty w stan podwyższonej gotowości. Podobnie mięso. Powód jest bardzo prosty - pokarmy te są napakowane antygenami, które przypominają martwe komorki naszego własnego ciała. Z mlekiem wiąże się ciekawa historia - w krajach, w których mleka w ogóle się nie spożywa, niemal nikt nie choruje na wrodzoną cukrzycę typu I. W miarę wzrostu spożycia mleka w danym kraju, zwiększa się ilość zachorowań. Jeśli przedstawi się na jednym wykresie spożycie mleka w poszczególnych krajach, na drugim zachorowania na cukrzycę typu I - te wykresy będą się pokrywać. Część naukowców wskazuje tu na prozaiczny powód - antygeny mleka krowiego są identyczne z antygenami trzustki, organizm "zwalczając" spożywane mleko, uczy się jednocześnie zwalczać trzustkę (a konkretnie obszar, który odpowiada za cukrzycę). I czasem udaje mu się tego nauczyć. Co więcej, prawdopodobnie powodem jest spożywanie krowiego mleka przez matkę, a nie przez noworodka - przez co konerny mleczne mają oręż w ręku, pokazując dzieciaki które nie były karmione krowim mlekiem, a zachorowały. Może ta wstawka jest nieistotna z punktu widzenia stwardnienia rozsianego, ale mam nadzieję że pokazuje, jak potężny wpływ ma odżywianie na zdrowie - jeden mały błąd i dziecko może zostać kaleką do końca życia.

Prawdę mówiąc, zupełnie idealnym rozwiązaniem byłoby wyeliminowanie z diety roślin z rodziny psiankowatych (np pomidory) oraz glutenu. Eliminacja tych grup żywności bardzo poprawiała stan zdrowia osób z różnymi chorobami autoimmunologicznymi - nawet, jeśli chorzy nie mieli widocznej nietolerancji glutenu. Jak się okazuje, niemal każdy z nas reaguje alergicznie na gluten, a osoby ze zdiagnozowaną nietolerancją po prostu reagują mocniej, niż reszta populacji. Z badaniami statystycznymi jest ten problem, że jeśli jakaś metoda pomoże jednej osobie na dwadzieścia, to statystycznie wszyscy będą zdrowsi. Dla chorych oznacza to jednak, że dziewiętnastu z nich będzie się męczyć niepotrzebnie.

Jeśli ktoś jest zainteresowany zmianą diety na zdrowszą, ale nie jest pewien czy da sobie radę z nowymi przepisami kulinarnymi czy dobieraniem składników odżywczych (nawiasem mówiąc, kto dobiera składniki odżywcze na "zwykłej" diecie? Jako wieloletni wegetarianin przekonałem się, że osoby jedzące czipsy i popijające je cocacolą, gdy usłyszą że nie jem mięsa, nagle stają się ekspertami w dziedzinie dietetyki i uświadamiają mi, jak ważne jest komponowanie posiłków), zapraszam na witrynę prowadzoną przez znajomego dietetyka (link niżej) - wprowadza ona w świat zdrowego odżywiania, zapisując się otrzymujemy jadłospis na cały miesiąc oraz przystępnie wyjaśnione zasady zdrowego odżywiania. Oczywiście za darmo.

Przechodząc na odżywianie wegetariańskie niemal 20 lat temu robiłem to ze względów etycznych, sądząc, że moje zdrowie zapewne się pogorszy - 20 lat temu nie było w Polsce internetu, dostęp do wiedzy był o wiele bardziej utrudniony. Jakież było moje zdziwienie, gdy po roku diety stopniowo zaczęły znikać problemy, które dręczyły mnie przez poprzednie 20 lat - bóle nóg tak silne, że niekiedy nie byłem w stanie chodzić, ból żołądka nie pozwalający na normalne funkcjonowanie czy ciągłe przeziębienia. Zawsze byłem słabym, chorowitym dzieckiem, w szkole podstawowej w biegach na w-f zajmowałem ostatnie miejsce. W studium medycznym, po 2 latach diety bezmięsnej, przybiegłem pierwszy - bez żadnego szczególnego treningu. Podobne historie słyszałem od wielu osób, które po moich namowach zmieniły sposób odżywiania.

Link do witryny - klik

Warto na koniec dodać kilka słów odnośnie trybu życia. Po pierwsze, oddech. Naprawdę warto nauczyć się prawidłowego oddechu - pełnego, z udziałem przepony, odpowiednio głębokiego. W kilka dni może to zmienić nasze życie, osoba z mocno zniekształconym oddechem nie zdaje sobie z tego sprawy, dopóki jakiś nauczyciel nie poprawi błędow. Wtedy z dnia na dzień życie staje się przyjemniejsze. Prawidłowy oddech wpływa na obniżenie stresu, na właściwą pracę narządów wewnętrznych (przepona je niejako masuje przy każdym wdechu), na prawidłowe natlenienie tkanek. Nie będę się tutaj rozpisywał, jak się tego nauczyć - jest mnóstwo stron w internecie zajmujących się tą tematyką.

Po drugie, siedzenie. Nikt do końca nie wie, dlaczego - ale siedzenie jest bardzo niezdrowe. Przeprowadzone badania wykazały, że im więcej siedzimy, tym krócej będziemy żyli - i uprawianie sportu nie uratuje nas przed negatywnymi konsekwencjami. Jak najmniej telewizora, jak najmniej komputera. Jak najwięcej spacerów, a jeśli już musimy siedzieć (np praca w biurze) - róbmy co jakiś czas przerwy na podstawowe ćwiczenia gimnastyczne.

Kolejna rzecz - zęby i inne źródła stanów zapalnych. Nie wolno dopuścić do żadnych problemów, wszelkie dziury trzeba załatać. To samo dotyczy wszystkich innych możliwych miejsc infekcji - problemów z jelitami, żołądkiem. Wszystkie stany zapalne mogą zainicjować kolejny rzut. I odradzam opieranie się na lekach - wszystkie mają skutki uboczne. Ostatnio koleżanka ze stwardnieniem pokazała mi listę leków "dodatkowych", które bierze - trzy z czterech miały działanie, które teoretycznie przyspiesza rozwój tej choroby. Trzeba znaleźć przyczynę problemu, a nie zaleczać skutki. Alergiczne stany zapalne jelit? Eliminujemy z diety po kolei podejrzane substancje, aż trafimy na tą, która wywołuje problem. Ciągłe przeziębienia? Uzupełniamy witaminę D. Wiecznie suche gardło, ciągłe infekcje w tym regionie? Może pora zainstalować nawilżacz w pokoju? Poranny katar? Pora dokładnie wyczyścić pokój, usunąć wszelkie kurze i - co jest o wiele ważniejsze - grzyby i pleśnie. Zasadniczo w przypadku schorzeń autoimmunologicznych walka z zagrzybieniem mieszkania powinna być absolutnym priorytetem. Okna nigdy nie powinny być całkowicie uszczelnione.

Rzucenie palenia - chyba nie trzeba nikomu mówić, jak jest ważne. Ale warto tutaj dodać, że właśnie palenie tytoniu jest jedną z głównych przyczyn rozwoju choroby. Paląc, wprowadzamy do organizmu potężne ilości metali ciężkich. Bez ich usunięcia, nie można liczyć na pełne wyzdrowienie. Dodatkowo wdychanie dymu tytoniowego zwiększa aktywność układu odpornościowego, prowokując rzuty.

No i ostatnia sprawa - relaksacja. Badania wykazały, że osoby relaksujące się mają zupełnie inny poziom hormonów - przede wszystkim zwiększa im się stężenie DHEA, co jest wybitnie pozytywnym efektem u osób ze stwardnieniem rozsianym. Wykazano też wpływ stresu na szereg schorzeń - na przykład tempo rozwoju raka prostaty wprost zależy od ilości stresu. Stosując techniki relaksacyjne niejednokrotnie można po prostu uniknąć zachorowania na ten nowotwór. Wykazano też ochronny wływ na układ krążenia. Osobiście polecam techniki medytacyjne - są chyba najprostsze do nauczenia, można wykonywać w każdej niemal chwili, nie wymagają sprawności ruchowej (istotny czynnik dla ludzi z zaawansowaną chorobą, która uniemożliwia uprawianie np jogi), mają też chyba najwyższy pozytywny wpływ na poziom hormonów ze zbadanych technik. Również nie ma sensu, żebym próbował kogoś na tej stronce nauczyć medytacji - od tego są specjalistyczne serwisy poświęcone temu zagadnieniu, albo nauczyciele oferujący swoje usługi poza internetem.

Na koniec garść badań, gdyż zawsze padają pytania "ale czy masz dowody na to, co piszesz?":

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3829243/ Osoby na diecie wegetariańskiej miały trzykrotnie niższe ryzyko stwardnienia rozsianego, te spożywające duże ilości mięsa - dwukrotnie wyższe. Na uwagę zasługuje fakt, że niedobór witaminy B12 oraz kwasów tłuszczowych EPA/DHA zwiększają ryzyko choroby, są to problemy które ma znaczna większość wegetarian. Czyli pomimo tego, że mieli niedobory które w teorii powinny spodować więcej zachorowań - dieta bezmięsa ich ochroniła!

https://www.ornish.com/wp-content/uploads/Intensive-lifestyle-changes-for-reversal-of-coronary-heart-disease1.pdf

Na odpowiednio skomponowanej diecie bezmięsnej cofnęła się choroba serca.

https://www.ornish.com/wp-content/uploads/Intensive_Lifestyle_Changes_and_Prostate_Cancer.pdf

Na identycznej diecie cofnęły się wczesne stadia raka prostaty.