Czym jest stwardnienie rozsiane?

Na temat tego, czym tak naprawdę jest stwardnienie rozsiane napisano już tysiące artykułów. Co chwilę pojawiają się nowe doniesienia o rewolucyjnych odkryciach, które stawiają chorobę w zupełnie nowym świetle. Chyba najważniejsze odkrycie dotyczy blokady żył szyjnych. Po jej usunięciu ludzie wstają z wózków inwalidzkich, osobiście widziałem człowieka, który nie był w stanie samodzielnie jeść, poruszał się wyłącznie na wózku, a po operacji wrócił do zawodu rysownika. Okazuje się, że powtarzane przez dziesięciolecia zapewnienia lekarzy i naukowców o nieodwracalności choroby były zwykłą bzdurą. Wynika też z tego, że każda hipoteza wyjaśniająca chorobę, która zakładała nieodwracalność zmian, była warta mniej od papieru, na którym ją wydrukowano. Znaczące jest, że technikę operacji żyły szyjnej opracował lekarz, który wcześniej przez dziesiątki lat leczył chorych „standardowymi” metodami, dopiero gdy zachorowała osoba którą kochał, odrzucił metody oficjalne i zastosował skuteczne.

Nie, nie wiem, czym jest ta choroba. Ale można próbować zgadnąć, stworzyć własną, prywatną wersję. Pobawię się tym, ale czytając poniższe słowa trzeba brać pod uwagę, że to jest właśnie tym, zabawą, filozofowaniem jakie można snuć w knajpie przy kuflu piwa, a nie próbą stworzenia pełnowymiarowej hipotezy naukowej.

czym jest stwardnienie rozsiane
„Socrates” by lentina_x is licensed with CC BY-NC-SA 2.0.

Wszyscy chorzy mają w zasadzie pewne cechy wspólne. Jednocześnie są pod wpływem czynników, które zwiększają ryzyko stanów zapalnych, upośledzają krążenie, utrudniają naturalne procesy odbudowy mieliny. Jakbym miał stworzyć hipotezę, powiedziałbym, że stwardnienie to nic innego, jak nienaturalne nasilenie naturalnych procesów. Chory to osoba, która jednocześnie ma bardzo wysokie stężenie we krwi substancji odpowiedzialnych za stany zapalne (czy raczej niskie odpowiedzialnych za ich wygaszanie), doprowadziła dietą do silnych zaburzeń krążenia, a także ma wyjątkowo duże niedobory pewnych składników odżywczych niezbędnych do odbudowy uszkodzeń mieliny. Tylko tyle i aż tyle. Od przeciętnego Kowalskiego osoba z SM różni się nasileniem procesów. U każdego z nas mielina jest cały czas niszczona i budowana. Jeśli z jakiegoś powodu procesy niszczenia są szybsze od tych budowania, mamy stan nazwany chorobą, ale w rzeczywistości mający z nią tyle wspólnego, co chudnięcie gdy się głodzi.

Innymi słowy, niedobory kilku składników pokarmowych sprawiają, że u chorych na stwardnienie każdy stan zapalny jest wielokrotnie mocniejszy i trwa dłużej, niedobory innych zaś, że organizm nie jest w stanie zregenerować uszkodzeń mieliny, a zespół czynników sprawia, że stany zapalne pojawiają się w obrębie ośrodkowego układu nerwowego. Hipoteza jest o tyle mocna, że faktycznie czynniki te występujące nawet pojedynczo powodują zmiany demielinizacyjne. Co prawda niewielkie, ale jednak występujące. Nie potrzeba żadnej nowej jednostki chorobowej, aby określić procesy występujące przy stwardnieniu rozsianym. Ludzie z niedoborami B12 mają ubytki mieliny, ludzie z niedoborami żelaza również, podobnie w przypadku ogólnego niedożywienia, braku choliny czy ryboflawiny w diecie, taki sam efekt ma wystawienie na działanie metali ciężkich. Biorąc pod uwagę, że większość tych czynników występuje u niemal wszystkich chorych na SM, a takich którzy nie są niszczeni przez chociaż jeden praktycznie w ogóle nie ma, naprawdę kuszący jest punkt widzenia, w którym zmiany demielinizacyjne u tych osób są tylko i wyłącznie iloczynem szkodliwych działań poszczególnych, drobnych czynników.

Można to ująć inaczej, gdyby ktoś ogłosił, że istnieje wirus, który powoduje łysienie, ale tylko u osób, które ogolą sobie całą głowę, zostałby wyśmiany. W przypadku SM mamy chorobę, która atakuje wyłącznie osoby mające konkretne niedobory pokarmowe uniemożliwiające odbudowę mózgu, oraz konkretne zatrucia powodujące niszczenie tego mózgu. A jednak od dziesiątek lat nauka uparcie trzyma się wersji zgodnie z którą choroba jest losowa, nie ma wiele wspólnego z tymi czynnikami. Absurd. Ale dość dochodowy absurd.

Wypiszę kilka z czynników, które znacznie zwiększają ryzyko rozwoju stwardnienia, a niekiedy są wręcz konieczne, przy okazji wyjaśniając, w jaki sposób według tej hipotezy wpływają one na ryzyko choroby:

– niedobór witaminy D w młodości. Sprawia on, że wirus Epsteina-Barr rozwija się dużo agresywniej, niedobór degeneruje również układ odpornościowy, co może ale nie musi być przyczyną zwiększonego ryzyka
– infekcja wirusem Epstaina-Barr. Warunek konieczny rozwoju choroby (nie ma w zasadzie chorych bez wirusa), według niektórych naukowców silna infekcja bardzo utrudnia naturalny proces tworzenia kwasu gamma linolenowego, podstawy obrony przed nadmiernym stanem zapalnym
– dieta wysokotłuszczowa. Odżywianie z dużą ilością nabiału i / lub mięsa, małą ilością orzechów i nasion oleistych uniemożliwia właściwą produkcję GLA
– niedobory witaminy B12. Bez niej mielina nie regeneruje się w zasadzie w ogóle, w praktyce sam jeden niedobór B12 jest w stanie wywołać zmiany demielinizacyjne
– niedobory żelaza. Kolejny czynnik niezbędny w regeneracji mieliny
– zmiany w żyłach szyjnych. Nie jest jasne, w jaki sposób wywołują one chorobę, możliwe że na skutek wytworzenia lokalnego stanu zapalnego, możliwe ze na skutek zwykłego upośledzenia krążenia
zatrucie metalami ciężkimi. Takie zatrucia same z siebie potrafią doprowadzić do ubytku mieliny
– brak karmienia piersią w dzieciństwie. Mleko matki zawiera duże ilości GLA, mleko krowie czy inne dla niemowląt nie ma go w ogóle

Pojawia się pytanie, czy w związku z tym zlikwidowanie tych czynników zatrzyma albo wręcz cofnie chorobę? Według wstępnych prób klinicznych, TAK! Badanie nad suplementacją GLA wykazało, że w ciągu 2 lat grupa otrzymująca suplementy zaczęła zdrowieć. Ich stan na skali EDSS zmienił się średnio z 3,5 na 2, podczas gdy stan grupy kontrolnej pogorszył się z 3,5 na 5,5. Badania nad zestawem suplementów opracowanych przez jednego z lekarzy (tzw zestaw Raphaha) po 6 miesiącach wykazały, że grupa stosująca suplementy miała poprawę na skali EDSS z 3,5 na 2,45, podczas gdy grupa kontrolna pogorszenie z 4,83 na 5,50. Podobnie stosowanie wysokich dawek choliny (podstawowa substancja regenerująca mielinę) przynosiło bardzo szybkie i bardzo silne efekty, zmierzone przez jednego z badaczy.

To są oczywiście tylko wstępne próby kliniczne, powinno się teraz przeprowadzić kilkanaście kolejnych, które potwierdzą te wyniki lub im zaprzeczą. I tak by zrobiono, gdyby nadrzędnym celem medycyny było znalezienie leku. Badanie pod kontrolą placebo to praktycznie najmocniejszy możliwy rodzaj dowodu w medycynie, wyżej jest tylko powtórzenie tego badania kilka razy. Fakt, że nikt nie próbował ich powtórzyć jest smutnym świadectwem stanu nauki.

Otwartym oczywiście pozostaje pytanie, co się stanie, jeśli zastosuje się wszystkie czynniki poprawiające stan zdrowia? Teoretycznie efekt pozytywny powinien być spotęgowany i osobiście nie widzę żadnego powodu, dla którego miałoby być inaczej. Powinno się to oczywiście zbadać, żeby mieć pewność czy faktycznie tak będzie. Nie sądzę jednak, żebyśmy szybko doczekali się takich badań.

Podkreślam, że to wszystko jest moje prywatne „gdybanie” i może nie mieć wiele wspólnego z rzeczywistością. Badania są oczywiście prawdziwe, ludzie rzeczywiście zdrowieli.